niedziela, 23 lutego 2014

Praca z lekturą przy pomocy glogstera

Jest to jedna z najdawniejszych metod stosowanych w trakcie omawiania treści lektury - charakterystyka postaci. Glogster daje moim zdaniem o wiele więcej możliwości. Po pierwsze elementy graficzne dają uczniowi pole do popisu, obrazując zarówno jego stosunek do analizowanego bohatera, jak i pozwalając mu używać elementów niewerbalnych do wzmocnienia wyodrębnionych cech. Wskazując uczniom, co ma się znaleźć minimalnie na glogsterze, ćwiczymy również umiejętności charakteryzowania, gdyż uczniowie gromadzą cechy danej postaci, dokonują ich selekcji pod względem danych kryteriów (wygląd, charakter), jak i uczą się tworzenia pełnych argumentów (budują stwierdzenia w postaci nazwanej cechy i wyszukują jej konkretyzację, czyli dowód - to, z czym nauczyciele w szkołach III i IV etapu edukacyjnego mają najwięcej trudności przy utrwalaniu umiejętności). Zakładać należy jakieś minimum i przypomnieć zasady obowiązujące w zakresie prawa autorskiego - plagiaty zostają ocenione na 0 punktów. W tym temacie trzeba być niezwykle konsekwentnym, jak również w sprawie poprawności językowej - jeśli pokażemy uczniom 100 razy, że siedząc w domu, nie ruszając się z fotela są w stanie sprawdzić pisownię danego słowa (na sjp.pl, wpisując w okienko Google, w poradach językowych portalu pwn, czy nawet wklejając do Worda), to po jakimś czasie wejdzie im to w nawyk, a nauczyciel przestanie uprawiać donkiszoterię ortograficzną. Zawsze proponujemy coś na poziom wyżej - na przykład odkrycie symbolicznego znaczenia bohatera w tekście, interpretację intencji pisarza, powiązanie treści z kontekstem epokowym, biograficznym, historycznym, gatunkowym, czy zbadanie okoliczności powstania utworu i jego recepcji.

Od rozmowy na FB, do wspólnej lekcji o misiu

TIK w szkole podstawowej  [cały artykuł TUTAJ albo TUTAJ]
Współpraca: Jolanta Okuniewska [ TUTAJ ]

Podstawa programowa dla I i II etapu edukacji zawiera zapisy, że nauczyciel powinien organizować zajęcia w taki sposób, by uczniowie mieli możliwość zdobywania umiejętności posługiwania się nowoczesnymi technologiami informacyjno-komunikacyjnymi na różnych przedmiotach. Często nauczycielom wydaje się, że jest to bardzo skomplikowane, wymaga specjalnych zabiegów i stworzenia jakichś niewiarygodnych warunków, by sprostać temu zadaniu. Nauczyciele myślą, że takie zajęcia muszą odbywać się w pracowni komputerowej, albo każdy uczeń powinien dysponować własnym sprzętem, że praca z komputerem, laptopem, czy tabletem ma trwać całe 45 minut.

To rzeczywiście nie zawsze jest wykonalne, ale trzeba szukać takich rozwiązań, które w naszych szkolnych warunkach są możliwe do spełnienia. Należy szukać sposobów, by w zajęcia wplatać sytuacje, podczas których będziemy wykorzystywać nowoczesne technologie, a nie powodów, dla których zrezygnujemy z możliwości ich wykorzystania. Ważne jest też uświadomienie sobie faktu, że narzędzi TIK mamy używać świadomie, celowo i zachowując umiar.

Seans filmowy w klasie

Najprostszym narzędziem, możliwym do zastosowania niemal na każdych zajęciach, jest serwis YouTube, bogaty w filmy na różne tematy: bajki dla młodszych dzieci, filmy przyrodnicze dostosowane do rozmaitych odbiorców, podróżnicze, historyczne itp. Uczniowie w każdym wieku bardzo lubią filmy, pozwalają one nauczycielowi pokazać miejsca, których nie jesteśmy w stanie odwiedzić, poznać ludzi, których nie zaprosimy na zajęcia, a interaktywny świat przyrody będzie bardziej zachwycał z ekranu niż z książki, muzyka i narracja filmowa dodadzą lekcji atrakcyjności. Wszystkie te elementy mają wpływ na lepszą percepcję treści i na pewno zostaną przez uczniów lepiej zapamiętane. Ważne, by do zrealizowania celów lekcji w szkole wybierać krótkie filmy, gdyż umożliwi to podjęcie i zakończenie działań w ciągu 45 minut. Można też zaproponować obejrzenie filmu w domu i na jego podstawie prowadzić zajęcia w klasie. Będą to zajęcia prowadzone metodą flipped classroom, która daje nauczycielowi zupełnie nowe możliwości organizacji lekcji. Jednak o wiele skuteczniejszą metodą jest moderowany seans, czyli oglądanie filmu z aktywnym komentarzem nauczyciela. Umożliwia to zwrócenie uwagi uczniów na rzeczy istotne i odpowiednie przygotowanie ich do późniejszej dyskusji lub analizy dostrzeżonych zjawisk. Lekcja, podczas której wykorzystamy film, będzie lekcją bez podręcznika. Bez podręcznika też da się pracować efektywnie i ciekawie.
Na film pełnometrażowy na pewno lepiej wybrać się z uczniami do kina. To znowu okazja, by zajęcia przenieść poza szkołę, a także stwarzać nowe okazje do działań wychowawczych. Zaleca się wykorzystanie warsztatów w kinie, które mogą poprzedzić seans.

wtorek, 18 lutego 2014

Zabawa z aplikacjami - PicCollage i "Słowo do Słowa"

Obchody Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego to trudne zadanie dla nauczyciela języka polskiego. Wystarczy przypomnieć sobie, jak niechętnie uczniowie podchodzą do zasad gramatyki, nosówki i ortografia w ogóle mogłyby dla nich nie istnieć, a różnorodność słownikowa i stylistyczna dałaby się zamknąć w pojemnych dwóch słowach: "fajnie" i "masakra".

Wstępne rozważania o języku

Nie wynika to z - jak twierdzą niektórzy demonizatorzy epoki - lenistwa, czy ubożenia intelektualnego dzisiejszej młodzieży. Moim zdaniem na zmianę stosunku do języka ma bardzo duży wpływ internet i to, że młodzież zazwyczaj pozostaje z nim sama, nie ma dorosłego, który poprowadziłby dziecko w tym świecie, gdyż dorosły jest oldschool, jest cyfrowym imigrantem, śmiesznym dla e-tubylca. Internet ułatwia czytanie i bazuje na polisensoryczności, dlatego też ciągi logiczno-słowne zastępuje hasłami, w wyniku czego uczeń gromadzi mnóstwo stwierdzeń lub "zajawek" rzeczywistości, ale nie zgłębia ich, czyli oducza się czytać dłuższych tekstów, gdyż ma coraz większe trudności ze sklecaniem ich w całość. Już wtedy, gdy czyta artykuł w sieci, nie potrafi powiedzieć po jego przeczytaniu, o co chodziło na jego wstępie i gdyby nie śródtytuły, to gubiłby w ogóle jego sens. Nie ma to aż tak silnego związku z nauką czytania ze zrozumieniem, prowadzoną w szkole, jak twierdza niektórzy. To cały obraz kultury zmienił się i wysublimowane konstrukcje językowo-słowne, którymi zachwycało się pokolenie dzisiejszych 30 latków, jest dla współczesnej młodzieży anachroniczne, gdyż im wystarcza komunikat zwięzły - im krótszy, tym lepszy, bo można ich wtedy zgromadzić więcej.

Drugą przyczyną w mojej opinii jest piktogramatyzacja komunikatów. Kultura odchodzi od przekazu linearnego. Skupia się na wielowymiarowym sloganie lub symbolu graficznym, który "pasuje wszędzie". Podobnie rzecz ma się z językiem, który przejmuje tendencje kulturowe - słowa-wytrychy są wygodniejsze w użyciu, zawsze choć trochę "pasują", są jak emotikony, które wyrażają wszystko, co tylko umiejętnie wplecie się je w kontekst.

Trzecim elementem jest unifikacja językowa. Znów duży wpływ ma na to internet, którego komunikaty, dawniej pisane w języku Basic, czyli uproszczonym angielskim, doprowadziły do osiągnięcia przez ten język rangi języka światowego, uniwersalnego. Jest on nieodzowny w komunikacji internetowej, przy korzystaniu z aplikacji i programów, nie dziwi więc fakt, że w naturalny sposób jego konstrukcje słowne są adaptowane na gruncie języków rodzimych i dochodzi do bardzo silnych zapożyczeń. Nie jest to jednak wyłącznie moda językowa, bo z taką (włączając kontakty i wpływy) język polski zmagał się już od czasów swojego powstania (mamy zapożyczenia z czeskiego, rusińskiego, niemieckiego, łaciny, tureckiego, tatarskiego, szwedzkiego, francuskiego, włoskiego, czy nawet nowomowy socrealizu...). Nie jest to też objaw ubożenia intelektualnego, porównywanego czasem przez niektórych z barokowym makaronizowaniem. Internet tworzy bardzo silne poczucie transgranicznej wspólnoty, przez co realizuje niedobory poczucia przynależności wśród młodych ludzi - robi to bezinteresownie i z dużą siłą oddziaływania, dlatego jest to kuszące medium. O wiele łatwiej jest realizować niezobowiązujące kontakty w sieci, posługując się językiem "mojego pokolenia", niż ćwiczyć odpowiedzialność, empatię i kooperację w świecie realnym. Tym sposobem dla wielu młodych ludzi ten realny świat postrzegany jest jako zbędny lub gorszy, ułomny, nabiera znaczenia pejoratywnego, rozszerzanego w polu skojarzeń na dom, rodzinę, kontakty bezpośrednie, a z czasem na tradycję, zwyczaje, kulturę, tożsamość narodową. Dlatego współczesne zapożyczenia są tak silne, gdyż prowadzą bezpośrednio do pola identyfikacji pokoleniowej - jest to moim zdaniem w tak nietypowy sposób wyrażony bunt. Romantycy uciekali z domu w związki nazywane mezaliansami, powstańcy walczyli z zaborcą dwuznacznym językiem ezopowym, realiści chcieli walczyć z nędzą świata, prowadząc krucjatę przeciwko nierówności, protestem modernistów była morfina, z kolei walczący w wielkich wojnach pragnęli uratować choć okruchy piękna świata. Młodzi w PRLu "budowali nowy dom" i "patrzyli w przyszłość", dzieci kwiaty szerzyli ideologię pokoju i to ona była ich buntem, punki i metale tępili hipokryzję i otwierali ludziom oczy na zło w nich tkwiące w formach postmodernistycznych labiryntów i luster, a współczesna młodzież ucieka w quasi-świat.

Trudno w takim procesie dziejowym, w środku buntu pokoleniowego, wykazać zalety tradycji i języka. Ja zastosowałam zasadę "przemycania". Wykorzystuję nowoczesne aplikacje do utrwalenia czegoś dawnego. Zamiast zeszytu lektur - glogster o lekturze. Zamiast wypracowania o potrzebie czytania - plakat collage. Zamiast wkuwania reguł i zasad językowych - gra. Uproszczenie - powiedzą jedni. Nie prowadzi do zapamiętania - powiedzą inni. Czas pokaże, czy skuteczniej na świadomość dziecka wpłynęły moje "przemycania", które bądź co bądź rozbudzają pozytywne konotacje w skojarzeniach z nauką o języku, czy drętwe wypełnianie ćwiczeń i drylujące słupki przykładów "do uzupełniania", stosowane jeszcze przez niektórych nauczycieli jako jedyna i niezmienna metoda "nauczenia" poprawności językowej i szacunku dla ortografii.

Zabawa z collage'ami

Czas na gimnazjum. Najpierw zabawa testowa aplikacją Pic Collage i od razu kilka wniosków: nie każdy tablet sobie radzi - są podobno jakieś nieandroidowe, które wymagają zarejestrowania karty kredytowej (dziwne, bo aplikacja jest za darmo). Po drugie - zdecydowanie nie wolno pokazywać tej aplikacji na początku lekcji, jeśli chce się jeszcze podczas tej lekcji coś zrobić: uzależnia, uzależnia i jeszcze raz uzależnia:) Po trzecie - zabawa jest lepsza, gdy zrobi się wcześniej burzę mózgów na temat hasła do plakatu i wyjaśni uczniom, że ma to być taki obrazkowy mem (tak też dziś tłumaczyłam, co to jest "rysunek satyryczny" - mem bez komentarza, taki demot, w którym trzeba się domyślać, jaki mógłby być podpis).
Poniżej zabawa gimnazjalistów nową aplikacją (hasło "Warto czytać!").


wtorek, 4 lutego 2014

Najważniejsza chęć

Konferencje to czas podsumowań i wniosków. Najwięcej do myślenia dały mi słowa Grażyny Łabeckiej, która stwierdziła, że nigdzie nie nauczyła się tylu rzeczy i w takim tempie, jak podczas kontaktów z Super Belframi RP. Moje zdanie jest trochę inne - kontakt z innymi nauczycielami na facebookowej grupie nadał kierunek tym umiejętnościom, które posiadałam, ale nie bardzo wiedziałam, jak wpleść je w proces nauczania. Blogi zakładałam już z uczniami wiele lat wstecz, ale nigdy nie służyły one podparciu działań na lekcji - zawsze były to raczej prace-epizody. Patrząc szczególnie na działania klasy IV, dostrzegam całkiem nowy sposób uczenia właśnie poprzez zazębianie się TIK, pióra, zeszytu, papierowej książki, mediów, rodziny.... Te elementy wcale nie muszą się wykluczać czy izolować w procesie nauczania.