niedziela, 10 czerwca 2018

Generacyjna nieuwaga

Jak wpaść w pułapkę clickbaitów? Zastanawialiście się kiedyś, czy edukacja obywatelska, dbanie o stan emocjonalny jednostki i badanie wpływu nadawcy komunikatów na odbiorców poszły w parze z rozwojem technologicznym i gospodarczym?

Moim zdaniem nie, dlatego współcześnie jesteśmy w fazie obserwacji zaspokojonych kukieł, pełnych dosytu klonów obcych wyobrażeń.

Kilka słów związanych z emocjami. Od początku istnienia cywilizacji ludzkiej próbujemy nazwać własne emocje. Jednym z założeń może być stwierdzenie, że rozwijamy się tylko dlatego, że istnieją w nas emocje. Gdy człowiek prehistoryczny upolował pierwsze dzikie zwierze, był tak przepełniony emocjami, że, aby sobie z nimi jakoś poradzić, wyrzucił je z siebie pod postacią malowidła naskalnego. Zgłębianie emocji i próby ich nazwania stanowią podbudowę kultury, gdyż to ona nadaje formę niewyrażalnym stanom. Tęsknota przybiera formę rzeźby, malowidła, tekstu, a odbiorcy (można powiedzieć w sumie ci, którzy po akcie ukształtowania emocji przez osobę ich doświadczającą próbują odczuć to samo, analizując, badając, czytając sobą) zastanawiają się, jak po raz kolejny przetworzyć znaną im dotąd definicję tego uczucia.

niedziela, 22 kwietnia 2018

Turlane lekcje polskiego

Jeśli ktoś powie mi jeszcze raz, że internet utrudnia współpracę, to będę miała w końcu jeden niepodważalny argument. Wystarczyło kilka spotkań online, by powstała zbiorowa publikacja!

Nie bez znaczenia był wspólnie prowadzony przez nas przedmiot: język polski oraz wspólne doświadczenia: konferencje, eventy online, akcje, przynależność do grup branżowych. Nigdy jednak nie spotkałyśmy się wspólnie w piątkę, by coś ustalać, planować, umawiać. Do tego wystarczył nam Messenger i Google Docs.

Czy potrzebowałyśmy odpowiednich godzin spotkań? Nie. Czy musiałyśmy się do czegoś przekonywać, nakłaniać? Nie. Czy stanowiło problem to, że uczymy klasy na różnych poziomach? Nie! Wystarczyły dobre chęci, wnioski wyciągnięte z prowadzonych przez siebie lekcji oraz wzajemny szacunek.

Oddajemy w wasze ręce, czytelnicy, publikację, zawierającą nasze pomysły na to, jak wykorzystać na lekcjach kostki. Będzie nam bardzo miło, jeśli skorzystacie z niej. Napiszcie, jak nasze pomysły sprawdzają się na waszych lekcjach.

WYSTARCZY KLIKNĄĆ TUTAJ: "Turlane lekcje, czyli kostki na polskim"

piątek, 2 lutego 2018

Pod skórą narracji

"Skąd mam wiedzieć, gdzie dzieje się akcja, skoro omijam opisy? Po co komu te dłużyzny?" Jak zrobić, by uczeń był wnikliwym odbiorcą literatury? Można pozwolić mu wejść pod skórę narracji.

Najpierw dostęp do tekstu. Grupy działające z Edmodo mają już w plikach, wystarczy tylko otworzyć. Gorzej z klasami "analogowymi" - przynoszę kserówki (niestety). Czy mogę skorzystać z dwóch stron powieści na prawach dozwolonego użytku? Myślę, że mogę.

Wiedzą, że będę czytać. Lubią to, bo naśladuję głosy, zmieniam melodykę. Krzyczę, a gdy trzeba, szeptem podkreślam strach i czasami, gdy się zapamiętam, przestają śledzić tekst i zasłuchują się. Uśmiecham się pod nosem - tak, ten tekst będzie wyzwaniem.

środa, 31 stycznia 2018

Drabiną torowiska krok w krok za Wokulskim

Czasami nie można tego kontrolować. Swobodnego strumienia paraleli. Można stać przed uczniami tysiąc razy i mówić, zdawałoby się, o tym samym, a mimo tego nieustannie wytyczać w obszarze skojarzeń nieprzewidywalne drogi połączeń.

Oczywiście, można przewidzieć przyczynę takiego zbiegu okoliczności. Zaczyna się od pierwszego kroku. Zdarza się, że tego, co mam powiedzieć, nie zaczynam od zwyczajowych treści. Nie wiedzieć czemu włączam w ciąg wystąpienia slajd z fragmentem wiersza, który porusza mnie od kilkunastu lat:
Robert Frost „The Road Not Taken” (fragment) 
Gdy stanąłem w lesie na rozstaju dróg,
Podążyłem tą mniej uczęszczaną,
I wiedziałem, że to znaczy już,
Że jest inaczej.

sobota, 6 stycznia 2018

Marionetki bez sznurków

Trochę ostrzej, bo drażnią mnie artykuły demonizujące instytucje edukacyjne. Przecież do szkoły dzieci przychodzą w wieku 6-7 lat: przedtem chowa się je w skrzynkach? Nie mają styczności ze światem? Ciągle rozwiązuje się za nie problemy, czy uczy coś robić samodzielnie, za coś być odpowiedzialnym?

Oglądam takie sceny (KLIK) i zastanawiam się, co to dziecko będzie potrafiło? Czy, tak jak opisuje autorka tego artykułu (KLIK), nie będzie w stanie poradzić sobie z niczym, co związane jest ze współdziałaniem w zróżnicowanej grupie? Czy będzie umiało współczuć, rozumieć uczucia innych, miało odwagę wstawić się za kimś?

Na Islandii rodzice podpisują kontrakt ze szkołą, a jednym z punktów jest SPĘDZANIE Z DZIECKIEM DZIENNIE OKREŚLONEJ ILOŚCI CZASU. Piszę drukowanymi, bo dookoła słyszę śmiechy-chichy z tego punktu, a on działa, bo to właśnie o to chodzi w wychowaniu: umiejętność rozmawiania ze sobą, współuczestnictwa w "drużynie"; to sztuka negocjacji, akceptacji, wsparcia.

Zdaniem clickbaitowych, generalizujących zjawisko artykułów, w naszej rodzimej szkole panuje chaos. Autorzy - jak w przypadku wspomnianego i jemu podobnych wypowiedzi - grzmią, że to zjawisko obrazuje bezradność i wolną amerykankę, jednak nie starają się wskazać, co robić.

Zastanówmy się więc wspólnie. Co może być tego przyczyną?

Dlaczego tak trudno naszemu społeczeństwu uświadomić istnienie zakorzenionej, oswojonej i zaakceptowanej wady?

PBL jako finał, czyli scaffolding method w praktyce

Przyszedł czas na opisanie metody szczebli. Nie sposób przedstawić w dwóch zdaniach, czym jest w moim wyobrażeniu edukacja przyrostowa.

Pracę nad ta metodą wymusiła we mnie codzienność. Irytowało mnie planowanie lekcji, które nie miały związku z niczym, co było omawiane przed nimi i po nich. Nie mieliście nigdy takiego wrażenia, że w proponowanych rozkładach materiału (a przejrzałam ich mnóstwo) ni stąd, ni zowąd pojawiają się wciśnięte na siłę (bo trzeba omówić) upodobnienia pod względem dźwięczności, słowotwórstwo, czy zupełnie oderwana od praktycznego zastosowania składnia? Przedstawianie serii fragmentów tekstów luźno związanych z motywem lub tytułem działu nie prowadziło do niczego innego, poza ich prezentacją. Nużące, mechaniczne działania skupione na analizie struktury tekstu przypominały mi ironiczne obrazki, wyśmiewające system edukacji.

Zaczęłam sobie zadawać pytania:

Czy uczę tylko pod egzamin?

Czy moi uczniowie lubią literaturę dzięki temu, co robimy na lekcjach?

Jak sprawić, by nauczanie gramatyki i języka znalazło uznanie wśród uczniów i wpisało się w szerszy kontekst działań?

Jak powiązać szereg lekcji czymś więcej, niż tylko motywem lub tematem działu?

Jak sprawić, by uczniowie w naturalny, spontaniczny sposób wykorzystywali umiejętności z jednego działu do wykonywania czegoś w kolejnym dziale?

oraz szersze:


Liczy się średnia, czy umiejętności?

Liczy się ładny zeszyt i zadanie wykonane przez rodzica, czy koślawe litery i praca na lekcji?

Liczy się budowanie więzi, czy wyścig szczurów bądź błędny, owczy pęd?

Czy moi uczniowie są odporni na manipulację dzięki temu, czego nauczyli się na moich lekcjach? Czy odróżniają fakty od postprawdy? Czy dostrzegają clickbait w fake newsach?

Jakich uczniów chcę w klasie - genialnych indywidualistów, z których wybrane jednostki zgarną dla mnie nagrody w prestiżowych konkursach, czy drużynę, w której każdy znajdzie dla siebie miejsce, bo każdy wie, jakie są jego mocne i słabe strony, a mimo to w zespole ich działanie jest niezbędne?

Która umiejętność jest potrzebna moim uczniom - czytanie selektywne, czytanie ze zrozumieniem, czy kompleksowy krytyczny odbiór informacji?

Czy moi uczniowie mają być koneserami literatury, snobami cytującymi fragmenty klasyki, czy młodymi ludźmi, którym literatura pomaga kształcić ich postawy?

Co zrobić, by "czytanie" innych tekstów kultury stało się równie ważne jak poznawanie literatury?