czwartek, 2 maja 2019

Samotność strajku

"Po co był Wam ten strajk?" - pyta uczeń. "Nie mogliście przerwać choć na jeden dzień, by się pożegnać z nami?". Mogliśmy. Każdy z nas co dzień decydował o sobie. Każdego dnia, każdorazowo, ponownie. Zrobiliśmy to również w ICH ostatnim dniu szkoły. Nie pojęli naszej konsekwencji, jak nie pojęli protestu. Nadal rozumieją tylko tyle, że mamy być "dla nich, wobec nich, przez nich i z nimi". Nie mamy nic dla siebie.

piątek, 26 kwietnia 2019

Dziewiętnaście dni...

... czyli jak wyglądał #StrajkNauczycieli z mojej perspektywy.

Na początku było zdziwienie. Dotyczyło to zarówno rządu, jak i władz związkowych, a nawet samych nauczycieli. Czy którakolwiek ze stron przypuszczała, jaka będzie skala protestu? 8 kwietnia rozpoczynał się strajk od bandażowania ciosu w plecy. Szef Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność" Ryszard Proksa zgodził się na warunki proponowane przez rząd, a wicepremier Beata Szydło wyraziła zadowolenie z porozumienia. Czy był to ten kamyczek, który przeważył szalę? Czy wściekłość podsyciła determinację? Czy może promowane przez rząd rozdawnictwo przyczyniło się do mobilizacji? Nie wiem do dziś.

niedziela, 7 kwietnia 2019

Bezsenne noce, w biegu dnie

Czyli to, co chciałbyś/łabyś wiedzieć na temat E2 Microsoft, ale nie wiesz, jak zapytać.

Za co to i po co?

Kiedy został ogłoszony konkurs Tech Pill Challenge, wcale nie zamierzałam się zgłaszać. Nie miałam pomysłu, poza może symultanicznymi scenami Makbeta na odległość w różnych językach. Mimo to pomyślałam o Twitterze i oporności, jaką wykazują względem tego narzędzia nauczyciele i edukatorzy z Polski. Może to mogłoby być wyzwaniem? Zgłoszony pomysł (obejrzyj TUTAJ) wydał mi się dobry, ale nie najlepszy, nie w rozumieniu microsoftowego wow, a mimo to przyjęli go i wybrali. I stąd ten Paryż, nagroda i możliwość uczestnictwa w E2 [nie byłam sama - z Polski przyjechało ze mną jeszcze troje nauczycieli; poczytaj na ten temat TUTAJ].

Co to jest E2?


Microsoft Education Exchange (E2) to doroczna konferencja, podczas której ponad 400 nauczycieli i liderów szkół z całego świata wymienia się doświadczeniem, innowacyjnymi pomysłami i dyskutuje o najnowszych trendach w edukacji.

Czy to oznacza, że całe spotkanie polega na konferencyjnych nasiadówkach i ewentualnym fotografowaniu slajdów? Absolutnie nie i to było dla mnie miłym (choć fizycznie wyczerpującym) doświadczeniem.

sobota, 23 marca 2019

Szeptane sprzeciwy

To nie tak, że nie mam nic do powiedzenia.

Na przykład ta kartka. To rewers naklejki Odmętów Absurdu. Z jednej strony coś, o czym się zapomniało, z drugiej coś, co zawsze jest.


Jak ich obecność. Oni są zawsze. Czasem udaje się ich zamurować, gdy opowiadam o czymś strasznym, jak pokój Raskolnikowa, smród ulicy Krochmalnej, Wokulski sunący pomiędzy szynami torowiska jak w obalonej drabino-wieży, krzyczący ironią Kochanowski w Trenie IX.

Czasami, gdy przestają się poruszać i czekają na kolejne słowo, udaje mi się pochwycić ciężar ciszy.

Nie, nie lubię uczyć. Co innego gra. Lubię zanurzać w narrację. Czasem są to moje monodramy. Zatracam się wtedy w klasoscenie i wymykam czasowi, pozostając gdzieś w półobrocie świata pomiędzy słowem własnym a tym napisanym. Czasem zanurzam w grę - ze sobą, z tekstem, z zespołem, z zagadką, z ciekawością. Immersja i inkluzja.

Czasem płaczę, gdy pochłania mnie tekst. Albo z bezsilności, gdy widzę palimpsesty, jak u Orwella, Prusa, Camusa. Baczyński robi tak często, Różewicz rzadziej, czasem Barańczak, gdy mnie złości jak trzeci odcinek pierwszego sezonu "Opowieści podręcznej". Łatwo mi o te łzy, a oni zastanawiają się, czy czasem nie jest to tak, że na chwil kilka wskakuję w inny czas i przestrzeń, a tam, przesiadując pomiędzy słowami, zatracam się w gdzieś zawieszonej tożsamości dawno zmarłych twórców. Stąpam w kondukcie pogrzebowym w ślad za Staffem. Wraz z Morsztynem siedzę na wpół martwa w koleńskim rękawie brudnej koszuli. Wojaczkowi pomagam tworzyć homunkulusy, a Taco Hemingway pokazuje mi swój świecący prostokąt. Dzięki Conradowi wiem, czym jest wiązka kątów prostych. Szekspir pozwala mi się odkrywać, a Leśmian, Kafka i Schulz (tak, on szczególnie, a raczej Tłuja) przemykają zazwyczaj obok, a potem wypływam nagle w obszar ścian i ławek, i sama jestem zdziwiona, że stoję własnie tam.

Nie, nie wskakuję na ławki jak Keating, choć dzięki niemu kocham Frosta i asynchroniczne maszerowanie. Nie, nie naśladuję suchotniczego Kawki Paluszkiewicza, ani Stasi Bozowskiej w ich totalnym działaniu pomimo. Co robię w szkole? Zanurzam. W sensie, we współrozumieniu tekstu, w zatekściu, palimpsestach kontekstów, intertekstualności, czwartej ścianie, w migotliwych przestrzeniach niedopowiedzeń. Lubię, gdy nurkują, do dna. Lubię też, gdy biorą się sami za głębiny, zespalają się w drużyny i eksplorują, zadziwiają się, a potem wyskakują jak delfiny ponad powierzchnię i euforycznym a bezgłośnym skowytem dają światu znak, że pojęli jego kolejną tajemnicę.

Co z tego, że omawiam kilkukrotnie te same teksty. Zawsze widzę je inaczej, bo muszę patrzenie dostosować do tego, jak oni patrzą. Czasem zaczynam od początku, czasem od nośnego fragmentu, czasem od ciemności. Szukam drogi, którą mogliby pójść z tekstem pod rękę. Wiem, że tak trzeba, bo ludzie nie są pionkami do ustawiania - trzeba z nimi pokonać drogę, by nauczyć ich rozglądania się.

Nie ma mojej zgody na poniewieranie mną. Nie jestem popychadłem, Andrzejem Radkiem społeczeństwa, złem koniecznym, czy kloaką do wylewania pretensji. Nie życzę sobie patrzenia na mnie z politowaniem, pogardą lub drwiną. Moim zadaniem jest uczyć, nie spełniać koncerty życzeń.

Czy oni rozumieją, dlaczego chcę strajkować? Ja rozumiem.
#teachersmatter

niedziela, 1 lipca 2018

Baśnie globalnie

[zasada Shu-ha-ri]
Poniżej przedstawię cały szereg działań - od wprowadzania cech gatunkowych, poprzez projekt klasowy i międzynarodowy, do szkolnego happeningu.

Pomysł zahaczanie zagadnień związanych z baśniami o inne umiejętności językowe nie jest nowy. Poznawanie cech gatunkowych baśni aż kusi nauczyciela, by zaproponować uczniom stworzenie ich własnych tekstów. Po kolei jednak.

W scaffoldingu, gdy przeskakuję na nowy szczebel, pierwszym etapem jest zawsze "Shu". Jakoś muszę zainicjować proces badawczy, skupić ich uwagę na strukturze. Zaczynam od wiersza Kulmowej "List do Andersena" i treści "Słowika" Andersena (słuchowisko z YT). Czwartoklasiści przypominają sobie tytuły baśni poznanych wcześniej, a ukrytych w treści wiersza. Słuchowisko (połączone z animacją) silnie oddziałuje na wyobraźnię czwartoklasistów. Proponuję, zanim coś się zapisze, przegadać treść utworu po zakończeniu słuchowiska. Co to znaczy przegadać? Opowiadam tak jakby treść swoimi słowami i co chwilę zadaję pytanie, np. pewnego dnia cesarz dostał paczkę od kogo? - i tu pytam konkretną osobę (jeśli nie wie, to inną, która się zgłasza), a w tej paczce był słoń, książka, czy elektryczna mucha? - [śmiech] a potem każdy chce odpowiedzieć. Wydaje mi się, że takie przegadanie treści przybliża ją uczniom, porządkuje fakty, rozładowuje również atmosferę.

niedziela, 10 czerwca 2018

Generacyjna nieuwaga

Jak wpaść w pułapkę clickbaitów? Zastanawialiście się kiedyś, czy edukacja obywatelska, dbanie o stan emocjonalny jednostki i badanie wpływu nadawcy komunikatów na odbiorców poszły w parze z rozwojem technologicznym i gospodarczym?

Moim zdaniem nie, dlatego współcześnie jesteśmy w fazie obserwacji zaspokojonych kukieł, pełnych dosytu klonów obcych wyobrażeń.

Kilka słów związanych z emocjami. Od początku istnienia cywilizacji ludzkiej próbujemy nazwać własne emocje. Jednym z założeń może być stwierdzenie, że rozwijamy się tylko dlatego, że istnieją w nas emocje. Gdy człowiek prehistoryczny upolował pierwsze dzikie zwierze, był tak przepełniony emocjami, że, aby sobie z nimi jakoś poradzić, wyrzucił je z siebie pod postacią malowidła naskalnego. Zgłębianie emocji i próby ich nazwania stanowią podbudowę kultury, gdyż to ona nadaje formę niewyrażalnym stanom. Tęsknota przybiera formę rzeźby, malowidła, tekstu, a odbiorcy (można powiedzieć w sumie ci, którzy po akcie ukształtowania emocji przez osobę ich doświadczającą próbują odczuć to samo, analizując, badając, czytając sobą) zastanawiają się, jak po raz kolejny przetworzyć znaną im dotąd definicję tego uczucia.