sobota, 7 maja 2022
"Dziady" krzyczące
niedziela, 13 lutego 2022
Poszukiwania w "Lalce"
Jeśli miałabym nadać podtytuł inscenizacji "Lalki" w reżyserii Wojtka Klemma, byłaby to "Podskórność" albo "Odbicia". Zacznijmy jednak od wydobywania się.
Błąkając się bez celu, wszedł między dwa sznury zapasowych wagonów. Przez chwilę nie wiedział: dokąd iść? — i nagle doznał halucynacji. Zdawało mu się, że stoi we wnętrzu ogromnej wieży, która zawaliła się nie wydawszy łoskotu. Nie zabiła go, ale otoczyła ze wszystkich stron wałem gruzów, spośród których nie mógł się wydostać. Nie było wyjścia!…Jednym z ważniejszych dla mnie ciągów symbolicznych jest połączenie wydobywania się Wokulskiego z piwniczki winiarni Hopfera pomimo braku drabiny, z jego życiowym wdrapywaniem się po zbyt wielu drabinach i finałowe osaczenie w tunelu wagonów w pobliżu Skierniewic połączone z obłąkańczym marszem torowiskiem - niby obaloną drabiną. Z piwnicy samotności do samotności w wieży szaleństwa. I ta muzyka w jego głowie na kilka chwil przed próbą samobójczą - inwokacja z "Roberta Diabła".
Dziwne było jego pożegnanie ze sklepem; pamiętam to, bo sam po niego przyszedłem. Hopfera ucałował, a następnie zeszedł do piwnicy uściskać Machalskiego, gdzie zatrzymał się kilka minut. Siedząc na krześle w jadalnym pokoju słyszałem jakiś hałas, śmiechy chłopców i gości, alem nie podejrzywał figla.
Naraz (otwór prowadzący do lochu był w tej samej izbie) widzę, że z piwnicy wydobywa się para czerwonych rąk. Ręce te opierają się o podłogę i tuż za nimi ukazuje się głowa Stacha raz i drugi. Goście i chłopcy w śmiech.
— Aha — zawołał jeden stołownik — widzisz, jak trudno bez schodów wyjść z piwnicy? A tobie zachciewa się od razu skoczyć ze sklepu do uniwersytetu!… Wyjdźże, kiedyś taki mądry…
Stach z głębi znowu wysunął ręce, znowu chwycił się za krawędź otworu i wydźwignął się do połowy ciała. Myślałem, że mu krew tryśnie z policzków.
— Jak on się wydobywa… Pysznie się wydobywa!… — zawołał drugi stołownik.
Stach zaczepił nogą o podłogę i po chwili był już w pokoju. Nie rozgniewał się, ale też nie podał ręki żadnemu koledze, tylko zabrał swój tłomoczek i szedł ku drzwiom.
— Cóż to, nie żegnasz się z gośćmi, panie doktór!… — wołali za nim stołownicy Hopfera.
Szliśmy przez ulicę nie mówiąc do siebie. Stach przygryzał wargi, a mnie już wówczas przyszło na myśl, że to wydobywanie się z piwnicy jest symbolem jego życia, które upłynęło na wydzieraniu się ze sklepu Hopfera w szerszy świat.
Proroczy wypadek!… bo i do dziś dnia Stach ciągle tylko wydobywa się na wierzch. I Bóg wie, co by dla kraju mógł zrobić taki jak on człowiek, gdyby na każdym kroku nie usuwano mu schodów, a on nie musiał tracić czasu i sił na samo wydzieranie się do nowych stanowisk.
| Fot. Michał Ramus © Teatr im. J. Słowackiego w Krakowie https://teatrwkrakowie.pl/galeria/lalka |
czwartek, 6 stycznia 2022
Mój "Matrix"
Filmy rozmawiają z widzami. Nie wydaje mi się jednak, że narzucają kierunek patrzenia i dawkują sensy. Mam wrażenie, że poszczególne kadry łączą się niezauważalnie ze znaczeniami i skojarzeniami obecnymi w podświadomości odbiorcy. Film, z uwagi na powyższe, nie jest więc linearną strukturą, poznawaną jako osobna historia, a bardziej odpoznawaniem własnych, przeżytych historii, aktywowanych przez poszczególne, niekoniecznie ułożone w ciągi, sekwencje kadrów.
| Kadr z filmu "Matrix Resurrections", dostępny w materiałach dla mediów wytwórni WB. |
Jest to film o ciszy. Niobe słyszy ją w Io, w mikrohodowlach roślin, w porozumieniu ludzi z symbiontami, w trwaniu i w niechęci do burzenia małej stabilizacji. Anderson tonie w ciszy świata bez bodźców, wypłaszczony niebieską pigułą Analityka, zamknięty w pętli rutyn codzienności, powtarzanych konfiguracjach wirów ptaków na niebie. Smith zachwyca się panoramą przestrzeni, takiej martwej, takiej dominującej i choć widzi ją zza szyby, stojąc w swym wolnym obszarze samodecydowania, wie, jaka krucha jest granica oddzielająca go od uwięzienia. Bugs w ciszy podgląda echo kodu-reliktu, bezsilna wobec tajemnicy, niezłomna w jej zgłębianiu.
piątek, 2 października 2020
Palimpsesty w "Epitafium przyszłości"
Po końcu świata
po śmierci
stwarzałem siebie
budowałem życie
ludzi zwierzęta krajobrazy
to jest stół
na stole leży chleb nóż
nóż służy do krajania chleba
chlebem karmią się ludzie
Rzeczywistość trzeba nazwać na nowo, jak w Różewiczowskim wierszu. Po końcu świata konieczne jest odpoznawanie i re-poznawanie. Każdy przedmiot, wcześniej nieistotny, urasta do rangi totemu, jest reliktem przeszłości i przypomnieniem głupoty. W nowym świecie nie walczy się już o ziemię, a wyznaczanie przestrzeni nie jest jednoznaczne z zawłaszczaniem jej i obejmowaniem w posiadanie. Księgi brzmią pusto i nicnieznacząco, choćby powtórzyć ich słowa tym, którzy pozostali. Rośliny nie wchodzą w interakcje z ich opiekunem, a liczone nieustannie kamienie nie składają się w nic, niczego się z nich nie buduje.
człowieka trzeba kochać
uczyłem się w nocy i w dzień
co trzeba kochać
odpowiadałem człowieka
Na scenie postać odpowiadająca za czas proponuje towarzyszom, by ukazali to, co w nich pozostało najbardziej ludzkie. Potęga wiedzy (wyłącznie z książek), energia ziemi w tańcu, przywiązanie do natury (słoik nie aportuje, psy wyginęły), wrodzona hipokryzja i umiejętność grania sobą, jak marionetką ("Tu jest scena, i tu jest scena, a tu jestem ja", krzyczy bohater) i potęga (bezsensownej) niezłomności, mogącej "przenosić kamienie". W "Micie Syzyfa" Albert Camus pisze, że ten Syzyf, który schodzi ze wzgórza i sam decyduje się na powtórzenie absurdalnej czynności, jest "silniejszy niż jego kamień". Reżyser spektaklu zadrwił jednak z człowieczej mocy pokonywania absurdu i beznadziei. Kiedy u Camusa czytamy: "Twarz, która cierpi tak blisko kamieni, sama jest już kamieniem. Widzę, jak ten człowiek schodzi ciężkim, ale równym krokiem ku udręce, której końca nie zazna. Ten czas, który jest jak oddech i powraca równie niezawodnie jak przeznaczone Syzyfowi cierpienie, jest czasem jego świadomości. W każdej z owych chwil, kiedy ze szczytu idzie ku kryjówkom bogów, jest ponad swoim losem.", to z kolei na scenie malowana jest karykatura bycia sobą. Strzępki, frazesy, ciągła niepamięć, atawizm i bezwiedne ruchy - tyle ocalił człowiek po końcu świata.
to jest okno mówiłem
to jest okno
za oknem jest ogród
w ogrodzie widzę jabłonkę
jabłonka kwitnie
kwiaty opadają
zawiązują się owoce
dojrzewają
Motyw telefonu w spektaklu poruszył mnie najbardziej. W tym nowym świecie trzeba mieć do kogo mówić, trzeba mieć kogoś, kto słucha. Po końcu wojny bohater wiersza Różewicza ma najwięcej trudności ze zrozumieniem powiązań rodzinnych, odmienności drugiego człowieka, którego trzeba akceptować jakikolwiek on jest. Po wojnie trzeba przywrócić rezonujące więzy rodzinne, należy się zgodzić na przyjmowanie i oddawanie relacji. Czarno-biały świat, w którym na przeciwległych biegunach jest miłość i ludobójstwo, pozwalają odrzucić relatywizm (w którym dostrzega się zagrożenie nieświadomego przekroczenia norm moralnych) i ustawić siebie oraz własne rozumienie świata w tej nowej przestrzeni.
ten człowiek który zrywa jabłko
to mój ojciec
siedziałem na progu domu
ta staruszka która
ciągnie na powrozie kozę
jest potrzebniejsza
i cenniejsza
niż siedem cudów świata
kto myśli i czuje
że ona jest niepotrzebna
ten jest ludobójcą
Bohaterowie spektaklu "Epitafium przyszłości" nie mają punktu odniesienia. Czas obsesyjnie chce odtworzyć głos kogoś, kto mógłby kodyfikować nazwy, a zaciągnięty do zabawy w ciuciubabkę człowiek nie wie, kim może być, nie zna siebie, nie może też liczyć na tych, którzy nadają sens jego jestestwu. Gdy jedna z postaci prosi "Zadaj MI pytanie", domaga się podmiotowego czytania siebie, a w odpowiedzi otrzymuje banał. Mimo wszystko, można wykuć na pamięć:
to jest drzewo to jest chleb
Scena mówiących cieni przeszłości, kolejna w narracji spektaklu, jest motywem żywym w kulturze. Przestrogę dla żyjących wygłaszają na scenie kombinezony. Szymborska w wierszu "Muzeum" przeciwstawia ulotności ludzkiego życia nieśmiertelność ludzkich wytworów, które brzmią pusto bez właścicieli, są niczym, zbędnym rupieciem nietożsamym z niczym. Odbiorcy może się wydawać, że w takim razie człowieczeństwo jest równie frenetyczne, niedostrzegalne. Może dlatego podmiot wiersza Różewicza stosuje znane z nauki pamięciowej techniki, by wbić sobie do głowy wartość ludzkiego życia.
powtarzałem sobie
życie ludzkie jest ważne
życie ludzkie ma wielką wagą
wartość życia
przewyższa wartość wszystkich przedmiotów
które stworzył człowiek
człowiek jest wielkim skarbem
powtarzałem uparcie
A jeśli to nie ludzie przeżyli po końcu świata, a żywioły. Zastanawiać może widza ostatnia ze scen, w której aktorzy stają na swych "sześcianach mocy", atrybutach, jak na postumentach i odziani w stylizowane na sakralne szaty realizują obrzęd tworzenia nowego człowieka (homunkulusa?) złożonego z podstawowych żywiołów: wody, która odmierza wszystko, ziemi, która żyje zawsze w najmniejszej cząstce minerałów, rośliny, tego niezbadanego organicznie perpetuum mobile, ducha, którego symbolizują ścinki ksiąg, kamieni, mających nadać formę oraz, finalnie, tchnienia czasu. Tworzą na nowo, na swój obraz i podobieństwo. Martwi bogowie w świecie bez wyznawców potrzebują kogoś, kto nazwie ich sens, w kim przejrzą się jak w obrazie. Ich twór będzie wymiarem ich mocy, a jednocześnie, "stworzony na obraz i podobieństwo", ustawi się w hierarchii kreacji wdzięcznej za byt. W świecie jednak nie ma miejsca na nowego człowieka, z wiadra bohater wydobywa roślinę migającą jak bomba zegarowa. Tym, którzy chcieli powtórzyć akt stworzenia, ich twór nie powie niczego, nie przejrzą się w nim, nie urzeczywistnią. Uciekają, jak zapatrzony w swe umiejętności uciekał kiedyś Wiktor Frankenstein przed własnym monstrum.
gładziłem ręką fale
i rozmawiałem z rzeką
wodo mówiłem
dobra wodo
to ja jestem
do kwiatów deszczu
mówił do ziemi
do ptaków
do nieba
milczało niebo
milczała ziemia
jeśli usłyszał głos
który płynął
z ziemi wody i nieba
to był głos drugiego człowieka


